Pan Jan prowadził Polskę do NATO

Home / Artykuły / Pan Jan prowadził Polskę do NATO

Artykuł Bartosza Węglarczyka „Pan Jan prowadził Polskę do NATO” ukazał się 22 stycznia 2005 roku. Artykuł publikujemy dzięki uprzejmości „Gazety Wyborczej”.

Niepodległa Polska po 1989 r. miała w Waszyngtonie dwóch ambasadorów – tego reprezentującego rząd RP oraz Jana Nowaka-Jeziorańskiego. To dowód, że nad Polską czuwała przez te lata siła wyższa. 

Członkostwo Polski w NATO wydaje się dziś – zwłaszcza po rozszerzeniu Unii Europejskiej – sprawą oczywistą. Ale w pierwszej połowie lat 90. to właśnie wejście naszego kraju do Sojuszu było celem najważniejszym dla bezpieczeństwa Polski. Co więcej – odległym i niepewnym.

Jan Nowak oddał się tej sprawie bez reszty. Być może bez niego Polska i tak do NATO by weszła. A być może nie.

W październiku 1993 r. Polonia amerykańska oddała pierwszą salwę w batalii o nakłonienie Białego Domu do przyjęcia Polski do Sojuszu. Biały Dom i Kongres USA zostały zalane listami i faksami od Polonusów domagających się rozszerzenia NATO. Biuro każdego kongresmana skrupulatnie liczy, ile dostaje listów i w jakiej sprawie. Akcję wymyślił Nowak, wówczas członek władz Kongresu Polonii Amerykańskiej. Ostrzał listami stał się w następnych latach najmocniejszą bronią Polonii.

Ci cholerni Polacy

Nowak rozumiał, że bez poparcia Senatu i prezydenta USA NATO, od początku istnienia zdominowane przez Amerykę, nowych członków nie przyjmie.

– A do tego poprzeczka dla rozszerzenia Sojuszu ustawiona była w USA najwyżej ze wszystkich państw członkowskich – wspomina b. ambasador w USA Jerzy Koźmiński. – Potrzebowaliśmy głosów co najmniej 66 spośród stu senatorów i wiedzieliśmy, że tyle głosów za rozszerzeniem nie mamy.

Polonia zaapelowała do prezydenta Clintona, by przyjął do NATO Polskę, Czechy i Węgry, gdyż „Rosja nie porzuciła swych hegemonistycznych ambicji”. A Nowak ostrzegał ministra spraw zagranicznych RP Andrzeja Olechowskiego: „Moskwa zmierza do rozciągnięcia z powrotem strefy wpływów w Europie Środkowej”.

– Polska nie może rezygnować z dążenia do pełnej przynależności do NATO – zastrzegał się Pan Jan, który wiedział już wówczas, że na zaplanowanym za kilka miesięcy szczycie Sojusz zaproponuje Polsce nie wejście do Sojuszu, lecz udział w programie współpracy z NATO „Partnerstwo dla pokoju”.

Ten zapomniany już w Polsce program okazał się ostatecznie dobrym przygotowaniem do członkostwa. Ale jesienią 1993 r. polscy dyplomaci byli przekonani – raczej słusznie – że Amerykanie wymyślili „Partnerstwo” po to, by rozszerzenie NATO odwlec.

Jan Nowak opowiedział mi kilka lat później, że na tym projekcie przefaksowanym z Pentagonu do brytyjskiego Foreign Office widniał odręczny dopisek amerykańskiego urzędnika: „Może tym zamkniemy tych cholernych Polaków”.

Walić tych Amerykanów po głowach

Polskie media, zwłaszcza „Gazeta”, przyjęły ogłoszenie „Partnerstwa” krytycznie, uważając, że silne prorosyjskie lobby w Białym Domu wywiera przemożny wpływ na sposób myślenia Clintona. Prezydent Lech Wałęsa zastanawiał się, czy do „Partnerstwa” w ogóle warto przystępować.

Pan Jan podzielał nasz pesymizm, ale zamiast narzekać, zaczął szukać nowych sojuszników i nowych dróg dotarcia do amerykańskiego prezydenta. To w jego rozmowach z polskimi urzędnikami wypłynęło nazwisko Madeleine Albright – wówczas dyplomaty średniego szczebla, a w przyszłości sekretarza stanu USA, zaufanej Clintona i głównej zwolenniczki rozszerzenia Sojuszu.

Nowak był człowiekiem, dla którego każdy nowy problem był zachętą do jeszcze większego wysiłku. Latem 1996 r., jak niemal każdy Polak przyjeżdżający do Waszyngtonu, złożyłem Mu wizytę w Jego domu w Annadale. Gdy powiedziałem, że pewnie rozszerzenia NATO nie będzie jeszcze przez wiele lat, przerwał mi i słynnym tubalnym głosem zaczął besztać: – Pan jest taki młody, a już pan traci energię. Trzeba walić Amerykanów po głowach, trzeba krzyczeć, pisać, rozmawiać, nie wolno na chwilę rezygnować.

Trudno przecenić Jego intuicję oraz szacunek i wpływy, jakimi cieszył się w Białym Domu. Zbigniew Brzeziński był wielokrotnie zrywany rano z łóżka telefonem od Pana Jana, gdy w Polsce wybuchała kolejna awantura.

To Nowak tłumił obawy amerykańskich urzędników, gdy prezydentem RP został postkomunista Aleksander Kwaśniewski. W 1995 r., na spotkaniu z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Anthonym Lakiem i jego ekspertami od Polski, zapewniał, że Kwaśniewski będzie kontynuował demokratyczną i prozachodnią politykę zagraniczną.

– Nowak był ważnym, wiarygodnym głosem dla administracji i dla członków Kongresu USA – mówi Jerzy Koźmiński.

Uważajcie na Jelcyna

Zawsze ustawiał poprzeczkę bardzo wysoko sobie i innym. Wierzył tylko w bardzo ambitne cele i jeśli uznawał je za osiągalne, nie ustawał w wysiłkach. Od początku lat 90. był przekonany, że rozszerzenie NATO nastąpi za jego życia. W 1994 r. był już nawet pewien, że przed końcem XX wieku, jeśli tylko „francuskie weto zostanie cofnięte”.

Uważał, że w Senacie USA należy walczyć o każdy głos, nawet senatorów zdecydowanie przeciwnych przyjmowaniu Polski. Któregoś dnia spotkałem Pana Jana w podziemnej kolejce łączącej Senat z biurami poselskimi. – No niech pan sobie wyobrazi, że senator X twierdzi, że nie zagłosuje za naszym wejściem do Sojuszu, bo to podrażni Rosjan – powiedział.

– To straszne – zawołałem – on jest diabelnie wpływowy. Panie Janie, musi Pan coś zrobić.

– Muszę – odparł Nowak. – Jemu te bzdury pisze taki szczeniak, doradca, który nie wie, o czym mówi. Obiecałem ambasadorowi Koźmińskiemu, że wezmę senatora X na siebie.

Ostatecznie X głosował za rozszerzeniem.

Był nieufny, żądał zobowiązań na piśmie, potem naciskał na ich wypełnienie. Zawsze powtarzał – wspominając zawiedzione nadzieje Polaków na pomoc Francji i Anglii w 1939 r. – że papierki i deklaracje są nic niewarte, jeśli nie stoją za nimi szczere intencje i prawdziwa siła.

Jako jedyny ostrzegał więc w przełomowym 1993 r., że deklaracja Borysa Jelcyna o poparciu wejścia Polski do NATO może się okazać pusta. Na łamach krakowskiego „Dziennika Polskiego” bił na alarm, że wraz ze zmianą sytuacji w Moskwie opinia Jelcyna może się zmienić, a Polska będzie naprawdę bezpieczna dopiero wówczas, gdy polska flaga zawiśnie przed wejściem do Kwatery Głównej NATO w Brukseli.

I jak wielokrotnie wcześniej i później – miał rację. Po powrocie z odtrąbionej jako polski sukces wizyty w Warszawie Jelcyn odwołał zgodę na rozszerzenie NATO, a rosyjska dyplomacja wznowiła batalię o powstrzymanie rozszerzenia.

Nowak nigdy nie miał złudzeń co do rosyjskich intencji, ale rugał tych, którzy próbowali przedstawić rozszerzenie Sojuszu jako krok antyrosyjski. – NATO nie jest potrzebne dziś – mówił – bo dziś Rosja nam nie grozi, ale kto zagwarantuje, co stanie się jutro?

Jako stary żołnierz apeluję, Panie Generale

Nie bał się atakować wszystkich, nawet sojuszników i przyjaciół, jeśli uważał, że ich stanowisko zagraża polskiej drodze do Sojuszu. Tak było np. w 1994 r., gdy ostro krytykował polski rząd za zwłokę w prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Wstrzymanie prywatyzacji „dostarcza argumentów przeciwnikom rozszerzenia” – przekonywał, wiedząc, że do Sojuszu wejdzie jedynie Polska z wolną gospodarką rynkową.

Gdybyśmy tylko Pana Jana słuchali, gdy pisał: „System, w którym urzędnik państwowy staje się jedynym dysponentem akcji przedsiębiorstwa, prowadzi w prostej linii do nadużyć politycznych i finansowych”.

Na początku 1997 r. „New York Times” opisał kłótnie szefa Sztabu Generalnego WP gen. Tadeusza Wileckiego z cywilnym kierownictwem MON. Przeciwnicy rozszerzenia NATO w Waszyngtonie zaczęli głosić, że Polską rządzi wojskowa junta. A taki kraj o wejściu do NATO marzyć nie mógł.

Tego samego dnia Pan Jan pisał do Wileckiego: „Nie dopuszczam myśli, aby imię Pana mogło przejść do historii jako dowódcy, który przekreślił historyczną i niepowtarzalną szansę zapewnienia RP bezpieczeństwa. Jako stary żołnierz apeluję do Pana, Panie Generale, aby Pan własnym czynem zaprzeczył jak najszybciej tym doniesieniom”.

Wkrótce potem Wilecki odszedł. List Nowaka zapewne nie był powodem jego dymisji, ale mógł się do niej przyczynić.

Dziennikarze są na służbie

Latem 1996 r. rozszerzenie NATO było już przesądzone – doradcy prezydenta Clintona zaczęli się zastanawiać, które kraje do Sojuszu przyjąć. Pan Jan otrzymał wówczas Prezydencki Medal Wolności – najwyższe amerykańskie odznaczenie dla cywilów. Medal ten ma jeszcze tylko trzech Polaków: Jan Paweł II, Lech Wałęsa i Zbigniew Brzeziński.

Od tej chwili Nowak stał się jednoosobową instytucją zbijającą argumenty przeciwników Sojuszu. Nie znam Polaka, który miał u siebie w archiwum tyle listów i tyle odpowiedzi od prezydenta, wiceprezydenta, najważniejszych urzędników Białego Domu, kongresmanów, dziennikarzy i analityków. Zasypywał ich listami, a gdy byli oporni, organizował akcję nacisku.

Zaczynało się często od porannych telefonów. Wiele razy stawiał mnie na nogi: – Panie Bartoszu, dzwonię, bo stała się sprawa straszna i pan musi coś zrobić.

Pan Jan uważał bowiem, że wszyscy Polacy mają obowiązek służyć ojczyźnie. Dziennikarze też, jak najbardziej. Mają służyć polskiej racji stanu i usuwać kamienie z polskiej drogi do NATO.

Przekazywał mediom przecieki z przygotowań Senatu do ratyfikacji rozszerzenia w nadziei, że nacisk mediów wywoła korzystne dla nas zmiany. Kiedy uznał, że ludzie z Białego Domu postępują niezgodnie z interesem Polski, groził atakiem prasy i falą protestów Polonii. Bo mimo że go usunięto z kierownictwa KPA po konflikcie z prezesem Edwardem Moskalem, po cichu współpracował z działaczami tej organizacji i zachował wpływy w Polonii.

Strofował dziennikarzy, że za mało piszą o zagrożeniu, jakim dla naszego przyjęcia do NATO były antysemickie wypowiedzi ks. Jankowskiego czy sprawa anulowania wyroku na płk. Kuklińskiego.

Wierzył w pojednanie polsko-żydowskie i był współautorem niewiarygodnej zmiany nastawienia środowiska żydowskiego do Polski, jaką było oficjalne poparcie Komitetu Żydów Amerykańskich dla przyjęcia Polski do Sojuszu. List Komitetu wysłany do wszystkich kongresmanów odebrał przeciwnikom rozszerzenia potężny argument.

„Dziękujemy, Ameryko”

Zbigniew Brzeziński i Jerzy Koźmiński śmiali się, że Pan Jan był żywym systemem wczesnego ostrzegania, bo jak nikt inny był wyczulony na sygnały, które później urastały do rangi dużego problemu.

– „Katastrofa” to było Jego ulubione słowo – śmieje się Zbigniew Brzeziński. – Dzwonił: „Zbyszek, jest katastrofa”, i przekonywał, że tylko ja mogę jej zaradzić.

Ale „Kurier z Warszawy” potrafił się też cieszyć. 30 kwietnia 1998 r. po północy Senat w śpiącym Waszyngtonie głosował nad rozszerzeniem NATO. Po pięciu latach starań nadszedł moment, o którym Pan Jan mówił, że „odmieni historię Polski raz na zawsze”.

– Siedziałem obok Nowaka na galerii Senatu – opowiada Bogusław Majewski, w 1998 r. młody polski dyplomata w Waszyngtonie. – Podczas liczenia głosów cały drżał. Gdy ogłoszono wynik, płakał z radości. Później często wracał do tej chwili. „To był najwspanialszy moment mojego życia” – mówił.

Tuż przed głosowaniem w Senacie zadzwonił do mnie, krzycząc, że trzeba protestować przeciwko likwidacji Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości. Bo jeszcze nie zakończyła się walka o NATO, a Pan Jan już widział kolejne nadciągające niebezpieczeństwo. Dzięki jego ostrzeżeniom i wpływom Brzezińskiego Fundusz udało się wówczas uratować, choć w innej formie.

Wkrótce podupadł na zdrowiu, zamknął się w sobie po śmierci żony. Nadal jednak każdy polski polityk przybywający do Waszyngtonu musiał go odwiedzić.

Gdy w 2002 r. wracał do kraju, Jego przyjaciele w Izbie Reprezentantów odczytali na sali obrad jego pożegnanie z Ameryką: „Wielu Amerykanów jest dziś zaskoczonych falą antyamerykanizmu, która przetacza się przez kraje, które jeszcze niedawno zostały ocalone przez USA. Alianci, tacy jak Francja czy Anglia, i byli wrogowie, jak Niemcy czy Japonia, wiele zyskali na amerykańskiej szczodrości i uczynności. Niektóre z tych krajów nie istniałyby, gdyby nie USA. Ci z nas, którzy pamiętają, nie powinni milczeć. Dla ludzi takich jak ja to dobry moment, by powiedzieć: >>Dziękujemy, Ameryko<<„.

Każda rozmowa z Panem była okazją do nauki prawdziwego, szczerego i mądrego patriotyzmu. Dziękuję, Panie Janie.

Bartosz Węglarczyk, Gazeta Wyborcza nr 18, wydanie z dnia 22.01.2005, Gazeta Świąteczna, str. 16.
Fragmenty listów Jana Nowaka pochodzą z Jego książki „Polska droga do NATO. Listy, dokumenty, publikacje” przygotowywanej do druku przez Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum

Facebook