Jan Nowak-Jeziorański

Home / Artykuły / Jan Nowak-Jeziorański

Artykuł, który ukazał się dzień po śmierci Jana Nowaka, 22 stycznia 2005 roku, publikujemy dzięki uprzejmości „Gazety Wyborczej”.

Wczoraj odszedł jeden z ostatnich wielkich autorytetów XX-wiecznej Polski.

Jego życiorysem można by obdzielić wiele niebanalnych osób. Od dzieciństwa zaczytywał się w Sienkiewiczu. Wychowany został w legendzie powstania styczniowego. Całe życie obsesyjnie zakochany w Polsce. Rocznik 1914 (urodził się 3 października tego roku, choć według fałszywej konspiracyjnej metryki – 15 maja 1913 r.), przedstawiciel pierwszego pokolenia wychowanego w Polsce niepodległej.

Pod wpływem Eugeniusza Kwiatkowskiego – ministra przemysłu, budowniczego Gdyni – studiuje ekonomię w Poznaniu u prof. Edwarda Taylora. Wrzesień 1939 przerywa pracę nad doktoratem. Walczy w formacji artylerii konnej. Cudem unika sowieckiej niewoli. Nazwiska wszystkich oficerów z jego dywizji trzy lata później odnajdzie Nowak na liście katyńskiej.

W okupowanej Warszawie zajmuje się handlem. Szybko dołącza do akowskiej konspiracji. W mundurze niemieckiego kolejarza rozwozi dywersyjną bibułę Akcji N, która ma za zadanie złamać morale niemieckiego żołnierza. Jako wysłannik Komendy Głównej Armii Krajowej odbywa trzy brawurowe podróże kurierskie. Jedną do Szwecji, dwie do Londynu. Spotyka się z największymi aktorami polskiej i brytyjskiej polityki: Stanisławem Mikołajczykiem, gen. Kazimierzem Sosnkowskim, Anthonym Edenem, Winstonem Churchillem. Wraz z innym kurierem Janem Karskim stara się zaalarmować opinię zachodniego świata o sprawie zagłady Żydów polskich. Jako pierwszy przemyca na Zachód broszurę o powstaniu w getcie warszawskim.

Na tydzień przed wybuchem Powstania Warszawskiego przybywa do Polski mostem powietrznym. 30 lipca w rozmowie z Komendą Główną AK z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim na czele rozwiewa wszelkie złudzenia co do politycznych skutków warszawskiego zrywu. Mówi: „To będzie >>Burza<<, ale w szklance wody. Nikt nam nie pomoże, jesteśmy sami, Rosjanie będą się tutaj rządzić, jak chcą”. W powstańczym Radiu Błyskawica redaguje audycje nadawane w języku angielskim. We wrześniu 1944 bierze ślub z łączniczką Akcji N Jadwigą Wolską „Gretą”. Za ozdobę służą petunie zerwane z balkonu zbombardowanego domu, za weselną ucztę – konserwa z brytyjskich zrzutów. W kaplicy nie ma jednego całego witraża, pod butami chrzęści szkło.

Po upadku Powstania – z mikrofilmami i tajnymi dokumentami świadczącymi o dramacie stolicy, ukrytymi pod gipsem – małżeństwo Nowaków przedostaje się do Londynu. Nowak mobilizuje opinię publiczną wokół sprawy polskiej, jeździ po Anglii z odczytami o Powstaniu, wraz z Borem-Komorowskim pisze wspomnienia. Podejmuje pracę w BBC.

W 1952 r. przenosi się do Monachium, gdzie staje na czele rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa – Głosu Wolnej Polski. 3 maja 1952 nadają pierwszą audycję. Rozpoczyna się drugi etap życia Nowaka. Szybko zdobywa uznanie amerykańskich przełożonych i wywalcza duży margines niezależności. Rządy w zespole dzierży mocną ręką. Ujawnia rewelacje zbiegłego na Zachód wysokiego oficera UB Józefa Światły.

W Październiku ’56, pomny tragedii Powstania Warszawskiego – w odróżnieniu od kolegów z rozgłośni węgierskiej – tonuje nastroje w Polsce i w ślad za prymasem Wyszyńskim udziela kredytu zaufania Władysławowi Gomułce. Mimo że rozgłośnia nadaje z terytorium Niemiec, Nowak konsekwentnie zabiega o uznanie nienaruszalności polskiej granicy na Odrze i Nysie.

Mimo zagłuszania RWE słuchają miliony Polaków. Dzięki radiu dowiadują się o Liście 34, wydarzeniach marcowych, procesie „Taterników”, rozruchach na Wybrzeżu w grudniu 1970… Nowak staje się obiektem ubeckiej nagonki. Bezpieka rozpowszechnia falsyfikaty dokumentów, jakoby był hitlerowskim kolaborantem. Potwarze, choć absurdalne, chętnie powtarzane są przez przeciwników Nowaka aż do dziś. Nękany przez wewnętrzną agenturę, zmuszony ze względów budżetowych do zwalniania pracowników, po 24 latach odchodzi z radia. „Nie będę własnymi rękami niszczył tego, co budowałem przez tyle lat” – zwierza się Jerzemu Giedroyciowi.

W alpejskim domku na przełęczy Pass Thurn w kwietniu 1977 stawia ostatnią kropkę na maszynopisie biograficznego „Kuriera z Warszawy” – najlepszej polskiej książki wspomnieniowej z okresu II wojny światowej.

Pół roku później za namową Zbigniewa Brzezińskiego udaje się do Waszyngtonu, gdzie jako jeden z dyrektorów Kongresu Polonii Amerykańskiej staje się niezwykle wpływowym orędownikiem polskiej sprawy. Miał stałą przepustkę do Białego Domu. Był jednym z niewielu ludzi, którzy bez zapowiedzi mogli dzwonić do prezydenta USA. Przez 15 lat był konsultantem Rady Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Po antysemickich wypowiedziach prezesa KPA Edwarda Moskala występuje z tej organizacji.

Odegrał ogromną rolę jako lobbysta na rzecz opozycji demokratycznej w kraju. W 1989 r. skutecznie zabiegał o miliard dolarów na polski fundusz stabilizacyjny i redukcję naszego zadłużenia. Nie do przecenienia są jego zasługi związane z przyjęciem Polski do NATO.

Po 45 latach, w sierpniu 1989, przyjechał do Polski na zaproszenie Lecha Wałęsy. Drżąc ze wzruszenia, schodził po trapie samolotu witany przez warszawiaków i delegację Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Od tego czasu bywał regularnie, dzielił czas między Warszawę a Waszyngton.

Odznaczony został amerykańskim Medalem Wolności i polskim Orderem Orła Białego i Virtuti Militari, Orderem Giedymina – za zasługi dla Litwy. Po przyjeździe do Polski spadł na niego deszcz zaszczytów i wyrazów uznania.

Trzy lata temu zjechał do kraju na stałe i zamieszkał przy ul. Czerniakowskiej. Przez ostatnie 60 lat życia dzień zaczynał o szóstej rano od wysłuchania wszystkich radiowych i telewizyjnych wiadomości i lektury gazet. Jak radar wychwytywał wszelkie oznaki niekorzystnego dla Polski biegu zdarzeń. Potem brał za telefon i dzwonił do prezydentów, premierów, senatorów, publicystów, dyktował listy i memoranda.

Ostatni raz widziałem go w poniedziałek pochylonego nad gazetą, w radiu leciał serwis informacyjny. Nowak znów niepokoił się tym, co dzieje się w Polsce, i powtarzał, że największym niebezpieczeństwem dla Polski bywają sami Polacy.

Jarosław Kurski, Gazeta Wyborcza nr 18, wydanie z dnia 22.01.2005, Tematy Dnia, str. 2.

 

Facebook